Menu

Amatorskie przygotowania pod ultra

Blog o moim bieganiu, przygotowaniach do biegu prawie ultra : tak abym nie musiała znajomych męczyć opowiadaniami, a Ci co chcą mogli poczytać :

Nicpoń!!! w co tyś mnie wpakował?!

dorirun

Długo myślałam nad tytułem tego wpisu :) ale jedyny słuszny tytuł i tego jak się znalazłam w Karkonoszach to ten.

Może od początku.

Na grupie wkurwu poznałam dużo wspaniałych osób, które mimo, że się nie znamy osobiście często mi pomagają.

W sprawie treningów, jak przygotować się pod ultra, jak to wygląda u nich, dodają otuchy i zawsze można na nich liczyć.

Właśnie tam poznałam Sebastiana. Podczas gdy nie mogłam wystartować w biegu to właśnie jemu odsprzedałam swój pakiet.

To że historia lubi zataczać koło wszyscy wiedzą ;)

Sebastian: Hej, mam pakiet na ultramaraton karkonoski, chcesz?

Ja: ile km i kiedy?

Sebastian: 47km 2 lipiec

Ja: ale ja będę po ciężkim miesiącu przygotowań i nie wiem czy sobie poradzę...

Sebastian: Poradzisz sobie, najlepszy bieg jaki może być i piękne widoki

Ja: ok, biorę

W sumie tylko 47km, dobre zajechanie się na koniec miesiąca w sumie pojadę tam podziwiać widoki, a przy okazji na trening.

Nigdy nie biegałam w górach. Zawsze to nowe doświadczenie.

Kilka dni później Seba pisze:

Ale wiesz co? ja mam jeszcze pakiet na półmaraton :D szkoda żeby się zmarnował, a poza tym co ja z nim zrobię?

To było szaleństwo, aby pójść na ten układ, ale przecież jak będę się źle czuła to odpuszczę :)

Czas szybko mijał... a ja coraz bardziej odczuwałam strach przed biegiem, nie wiedziałam jak sobie poradzę na kamieniach... tysiąc myśli.

Na szczęście poznałam świetnie trasę z opowiadań Sebastiana, oraz otrzymałam dużo zdjęć od niego jak to wygląda.

13580497_1756824647889687_6474782427521416818_o

13620123_1116237545108378_5921957709066302528_n

Dzień wyjazdu.

Pakowanie samochodu, sprawdzam kilka razy czy wszystko mam, 600km przede mną więc nie mogę niczego zapomnieć...

Jeszcze raz dla pewności obchodzę wszystkie pomieszczenia w domu i co widzę? mój plecak stoi sobie i woła halo jeszcze ja!

Ok, pakujemy się do samochodu z dziećmi i jedziemy, jeszcze kilka spraw do załatwienia, odstawiam jednego urwisa do babci, a drugi rusza ze mną w drogę.

Od Rzeszowa mam już kierowcę, więc mogę zbierać siły na jutrzejszy start.

13590394_1178517405534219_3852481997883995801_n

Droga mija szybko i bez problemów :)

 

Po zameldowaniu się w pensjonacie, udaję się po odbiór pakietów.

Stres zżera mnie strasznie, jak to będzie? co jeśli nie ukończę?

Na szczęście pisze do mnie Sebastian i Łukasz, uspokajają, będą trzymać kciuki, bieg jak bieg, jeśli trenowałaś to nie ma czego się bać... Napisała mi to osoba dla której 100km to rozgrzewka... Dzięki!

Kolacja, rozciąganie, rolowanie, przygotowanie plecaka i już mogę iść spać.

Na szczęście z zaśnięciem nie mam problemów, lecz  budzę się o godz. 5 rano i już spać nie mogę.

Jem śniadanie, stoję na balkonie wpatrzona w Szrernice i pytam się sama siebie: za jakie grzechy!!!

13578923_1178663605519599_286350130_n

Chciałaś to masz!

Jadę na start, spotykam Bartka również poznanego na grupie, witamy się, wspólne foto.

DSC_0674

Humory dopisują jak na razie.

Podchodzi do mnie jeszcze Robert. Miło jest spotkać osobiście osoby, które znamy tylko z grupy w internecie.

Idziemy na start, żartujemy jeszcze a za chwilę słyszymy... 3...2...1...

Ruszyliśmy...

Wiem, że dla mnie pierwsze kilometry są mega ciężkie, trudno mi się biegnie i mam ochotę zejść z trasy, a do tego pierwsze km były pod górę. Nosz kur... kumulacja rzeczy których nie lubię!!!

Idę, biegnę i tak na zmianę.

Ktoś z tyłu pyta mnie Dorota? Patrzę a to Marcin, rozmawiamy chwile.

Na 4 km umieram! To już jest koniec... Nogi są mega ciężkie, czuję się gorzej niż po przebiegnięciu 52km na UP. Co się dzieje?          nie ukończę tego... Nicpoń w coś Ty mnie wpakował!!!

Czołgam się do góry bardzo powoli... wyprzedza mnie Bartek którego zostawiłam na początku biegu...

Szybka decyzja i ostatnia deska ratunku. Żel!!! Biorę i nadal podchodzę do góry, uspokajam oddech, po kilkunastu minutach czuję się na tyle dobrze, że jestem  w stanie biec.

mks16_01_sw_20160702_094240

Wybiegam na grań i bum!!! wieje prosto w twarz!!! w sumie to zawsze biegaczowi w twarz wieje.

Po chwili jest zbieg po kamulcach :D podnoszę na chwilę wzrok i widzę piękną przepaść w dół. Oczami wyobraźni widzę jak ktoś spada nią.

Zbiegam, chociaż ciągle patrzę uważnie pod nogi, pełna koncentracja, jeden błąd i koniec z biegiem. Mijam Bartka, jego słowa: no wiedziałem, że mnie tu wyprzedzisz ;)

Biegnę dalej, dół góra, góra dół. Jest dobrze, chociaż czas dużo poniżej założonego, przez co mam mega wkurwa!!!

Pilnuję czas, aby przyjmować odpowiednio sole bo w takim upale łatwo o odwodnienie.   

Czuję się dobrze, nogi nie bolą, czasami coś zaczyna pobolewać, ale staram się o tym nie myśleć.

Ścieżka - a na niej kałuże z wodą :D No to wskakuję w nie i schładzam sobie stopy, co okazało  się później fatalnym pomysłem...

Dobiegam do kolejnego pkt kontrolnego, brak coli... oj :D co za szczęście, że miałam ją ze sobą.

Kolejne podejście, radzę sobie z nim całkiem nieźle, mimo, że jest mega trudne technicznie. Wejść weszłam... a kto za mnie zbiegnie???

Podczas wejścia jestem już bardzo zmęczona, a co będzie po nawrocie??? Ok, nie ma co gdybać czas iść dalej.

Kolejne zbiegi i zaczynam czuć moje paluchy... co jest u diabła??? bolą!!!

Dwa plus dwa równa się mokre palce to nieszczęśliwe, bolące palce...

Trudno, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej.

C_DSC00891

Koniec kamyków, ścieżka szutrowa więc staram się nadrobić moją mozolną wspinaczkę, co jednak nie za bardzo mi wychodzi.

Po chwili zawieszenia się, tzn podczas setek myśli co ja zrobię temu co mnie w to wpakował wyrywają mnie z tego stanu słowa:

"Jak byś popatrzyła mi w oczy to byś poznała"

Cholera!!! wiem, że znam tą mordkę tylko nie wiem skąd... odbiegam kawałek dalej i wiem!!! Maarek!

Ale mu fajnie... on już wraca!

Biegnę dalej, zbliżam się do śnieżki, na dole jest pkt. Sprawdzam ile mam wody w bukłaku i ruszam na szczyt.

Wchodzę powoli, ale staram się nie stawać nawet na chwilę. O dziwo wejście poszło mi dość sprawnie. Zbiegam w dół,              wstępują nowe siły.

Tak, to jest to!!! Jest nowa moc ;)  Wyciągam telefon, robię szybko fotki, czytam smski (Tomek, Marcin, Aga, Piotrek Dzięki!!!)

13532761_1179283295457630_601863584891612676_n

Na pkt jem banana, jestem głodna jak wilk!!!

mks16_01_trc_20160702_130123

Wracam, kibice dopingują, jest super. Nawet nie wiem kiedy dobiegam do kolejnego pkt.

Jeszcze 13km do mety.

Chwila rozmowy z wolontariuszami i wyruszam w dalszą część trasy...

Po kilku km dopada nas burza... leje, zrobiło się bardzo zimno, a moja kurtka w pensjonacie :/

Kamienie śliskie, nie da się szybko wchodzić do góry... zbieganie też jest zabójstwem... wszyscy grzecznie idą...

mks16_01_sw_20160702_145812

Rozmawiamy z dziewczyną, że teraz złamanie 7h można przypłacić złamaniem karku.

Ostatni zbieg, na szczęście wiatr zdążył osuszyć kamienie, zbiegam... zaczynam dość mocno odczuwać kolano...

Boli... no ok, niech sobie boli, biegnę z zaciśniętymi zębami.

Ostatni pkt, banan i w dól.

Zbiegam, jestem już prawie przy mecie, 1500m, 1000m

bieg_718

I uwaga 500m do mety a ja mam kryzys??? nie dobiegnę!!!

Babo zgłupiałaś? to już tylko kilka kroków...

Ktoś z kibiców krzyczy Dorota dajesz!!! więc daję :D

Zbieg i podbieg do góry!!!

Jestem na mecie!!!

mks16_02_mp_20160702_154005_1

Czas 07:08:58

Mega niezadowolenie i złość na siebie.

W takich momentach zastanawiam się czy jest sens to ciągnąć dalej... po co ja to robię?

 

Powrót na mieszkanie...

W drodze do pensjonatu odczytuje wiadomość od Sebastiana, używam dużo niecenzuralnych słów...

Biorę kąpiel, zamawiam pizze i na spokojnie relacjonuje mu dzisiejszy bieg... a bardziej spacer z elementami biegu.

Czuje się ogólnie dobrze, mimo ogólnego niezadowolenia z siebie.

Wstaje i zauważam problem z nogą a bardziej z pachwiną... nie jestem w stanie podnieść nogi do góry... jutro bieg a ja nie dam rady chyba wystartować...

Tym razem z pomocą przychodzi Dawid :D

13599617_1181396658579627_1347090458_n

Nasza rozmowa bardziej jak kabaret wygląda, ale to jedyna szansa na naprawienie nogi ;)

 

 

Kładę się spać i modlę się o cud aby rano było wszystko ok.

Tą noc ciężko mi przespać... mam spieczony kark, ręce i uda, ciężko mi zasnąć i znaleźć wygodną pozycję... dodatkowo palce są mega obolałe i mają chyba pęcherze...

Zasypiam, zaraz po przebudzeniu sprawdzam nogę :D jest dobrze, a nawet bardzo dobrze!

Zginam drugą i prostuję... cholera tylko nie to!!! jeszcze kilka razy sprawdzam... Jestem podłamana... pasmo boli :(

Ale nie jest aż tak źle, przynajmniej tak mi się wydaje, roluję jeszcze nogę i jest znośnie.

Jadę na start, tam już poznaję z daleka Marka, przychodzi również Bartek z którym postanawiam przebiec ten półmaraton.

mks16_11_mp_20160703_092351

DSC_0702

Przed startem przychodzi do mnie Kasia, witamy się, życzymy powodzenia i za chwilę ruszamy na trasę.

Startujemy na samym końcu, spokojnie kawałek podbiegamy, a później przechodzimy do marszu.

Idziemy, humor nam dopisuje, rozmawiamy, a trasa szybko nam mija.

mks16_11_trc_20160703_101357

W oka mgnieniu jesteśmy na pierwszym pkt i ruszamy w dalszą drogę.

mks16_11_sw_20160703_103512_2

DSC_1068

Tam gdzie wczoraj umarłam dzisiaj świetnie się czuję.

Docieramy na szczyt i zaczynamy spokojnie biegnąć.

Spokojne tempo zaczyna przeradzać się w dość szybkie... gubię na chwilę Bartka, ale wiem że dojdzie mnie na podejściu.

Kolano przypomina o sobie, dodatkowo dochodzi problem z pasmem... zaciskam zęby i biegnę... już dużo nie zostało, dam radę.

Po drodze spotykam Marka, tym razem poznałam go :D

Biegnę dalej, zaczyna się podejście, zwalniam. Oglądam się za siebie jest Bartek. Szybko mnie dogania i wyprzedza, lecz nie na długo bo za chwilę zaczyna się zbieg do pkt kontrolnego.

Zaczynam zbiegać, lecz to już nie jest to. Nie mogę tego robić na luzie, boli noga.

Docieram do pkt, tankuję wodę i ruszamy z Bartkiem w drogę powrotną.

Jest genialnie... do góry boli pachwina w dół kolano i pasmo :)

Nie ma co się użalać, wiedziałam, że będzie boleć.

Kolejny zbieg... puszczam nogi, zbiegam i szybko zwalniam...

Krótka wymiana zdań i decyduje się na zażycie tabletek przeciwbólowych. Wiem jak niebezpieczny jest ból podczas zbiegu a mnie czeka jeszcze 6km z góry.

Staramy się podbiegać, ale mi to ciężko idzie.

Wyprzedza nas Pan, a Bartek mówi do mnie, że on nawet nie wie, że wezmę go na zbiegu.

Jednak ja odczuwam na tyle mocno ból, że nie jestem pewna czy będę w stanie schodzić a nie zbiegać :)

Docieramy do zbiegu... próbuję biegnąć...jest dobrze, tabletki zaczęły działać.

Zbiegam, wyprzedzam kilka osób do pkt.

Na pkt wylewam tylko wodę na głowę i gonię w dół. Patrzę na zegarek i w myślach mówię sobie: znowu będę miała wynik z 9 :D

Noga nie boli więc nie kalkuluję, zbiegam dość szybko... czas się dojechać na maksa.

Najszybszy km 3:15 po dwóch dniach biegania :) jest dobrze, jednak te treningi dały coś!

Dobiegam do mety, szybko wbiegam i odbieram medal!!! Udało się!!! dwa dni zaliczone :D

mks16_12_mp_20160703_123959

Czekamy na dekorację.

DSC_0708

Zostają wyczytane osoby które ukończyły dwa biegi.

42 osoby w tym 3 kobiety!!!

 13438894_1180051182047508_5806760040367421326_n

Podsumowując:

-mimo chwilowego zwątpienia uważam, że to mam sens, a porażki dają więcej motywacji i chęci do dalszego działania niż cokolwiek innego.

-są ludzie, którzy pomagają bezinteresownie, wspierają, dają motywację i siłę do dalszego działania

-dwa dni biegania, a ja czuję się świetnie i nogi są w dobrym stanie

-dziękuję wszystkim co mnie wspierali, pomagali i dodawali otuchy przed biegiem, w trakcie i po

-dziękuję Krzysiek, że zgodziłeś się być jako kierowca

-dziękuję wszystkim osobą poznanym na biegu, jesteście wspaniali!!! Przepraszam jeśli kogoś nie wymieniłam, lub pomyliłam imię

Największe podziękowania dal Sebastiana :) Dziękuję, że mnie w to wpakowałeś, Karkonosze to piękne góry, bieg również piękny.

Mimo że nienawidziłam Cię podczas pierwszego biegu i miałam już wszystkiego dość to dla Ciebie kieruję największe podziękowania.

Godziny przepisane z Tobą na temat trasy, miejsc w których będzie trudno technicznie, wytłumaczenie kolejny raz trasy półmaratonu po jej zmianie. Mogłam liczyć zawsze na Twoje wsparcie i pomoc. Wiem, że to mało ale tak po prostu DZIĘKUJĘ!!!!

13592757_1180313552021271_1619594565368418843_n

 

Jutro wizyta u fizjo, szybka naprawa nogi i powrót na treningi.

Kolejny start to już 20 sierpnia :)

 13590323_1179786468740646_4258705166465731382_n13559138_1116242291774570_4106193119118925650_o13580533_1116239851774814_6311197485879904656_oC_DSC01190C_DSC02492C_DSC01195

 

© Amatorskie przygotowania pod ultra
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci