Menu

Amatorskie przygotowania pod ultra

Blog o moim bieganiu, przygotowaniach do biegu prawie ultra : tak abym nie musiała znajomych męczyć opowiadaniami, a Ci co chcą mogli poczytać :

Ultramaraton Magurski - więcej niż spełnienie marzeń

dorirun

Yhy :)  kolejne wyzwanie zaliczone

14087523_1216553895063903_1933465420_o
Może wszystko od początku...
Tuż po Piekle Czantorii miałam ogromną ochotę na przebiegniecie Ultramaratonu.
Wybór padł na Magurski.
Dlaczego?
Właśnie przez ten napis.

14139046_1216554455063847_1473133576_o
Dodatkowo fajny profil trasy.

Tabela_88
Cel jest - teraz realizacja.
Po kontuzji zaczęłam treningi na siłowni, crossfit, boks tajski.
Biegania było tyle co na lekarstwo.... W sumie można powiedzieć, że zero.
Start w Wilcze Gronie traktowałam jako sprawdzian nogi.
Wszystko było ok.
Od Kwietnia zaczęłam treningi biegowe...
Yhy... Było ich aż 4 no może 5
W Szczawnicy z biegu zrezygnowałam.
Pierwszy weekend maja to Półmaraton Pogórzanin...
Problemy z żołądkiem na własne życzenie...
Tydzień później Ultramaraton Podkarpacki.

Trening biegowy na poważnie.
Dzięki pomocy Łukasza i za pośrednictwem jego rad zaczęłam w czerwcu trening pod Magurski.
Po drodze był gdzieś jeszcze rzeźniczek ;)
Czerwiec przepracowałam dość solidnie i według zaleceń.
Uwieńczeniem przygotowań był start w Karkonoszach, który niestety zakończyłam z kontuzją.
Po dość mocnym miesiącu miałam schodzić z obciążeń...
Yhy... Tylko, że zejście było dość drastyczne.
Po dwóch tygodniach od Karkonoszy przebiegłam 7km i myślałam że umrę...
Później moje treningi to wyłącznie wyznaczenie trasy pod Ultramaraton Duch Pogórza.
Dorzucałam jazdę rowerem.... Chociaż wiedziałam, że to i tak za mało.

Kilka dni przed biegiem.

Tydzień przed biegiem ciężko było ze mną wytrzymać...
Stres robił swoje.
Z wtorku na środę nie zasnęłam nawet na chwilę...
Nie miałam ochoty na jedzenie... Na nic...
Na szczęście są osoby które jednym telefonem ratują życie i poprawiają humor :D
Od czwartku humor był zajefajny i śmiałam się bez przerwy...
O taki trening dla mięśni brzucha :P

Czas wyjazdu
Do Krempnej jechałam z Krzyśkiem.
Startował tam w ubiegłym roku, więc opowiedział mi dokładnie o trasie.
Startował również między innymi na takich biegach jak Trans Gran Canaria oraz Lavaredo Ultra Trial... (tak to jest reklama :P )
Szybko dotarliśmy na miejsce. Odebraliśmy pakiety,zajęliśmy miejsce na sali i zaliczyliśmy drzemkę.
Później pizza i kolejna drzemka :D
Podczas rozmowy mówi pewne słowa, które weszły mi w głowę i chyba pozostaną na zawsze...
„Biegnie się całą trasę bez żadnego skracania... Jeśli się nie wyrobisz lub nie dasz rady to schodzisz i tyle”
Odprawa...
Bez przerwy humor mnie nie opuszcza a temat gołębia jest nie do przebicia.
Spotykam Nicponia który wpakował mnie w Karkonosze, chwilę rozmawiamy.

14060501_1216553911730568_509379068_o
Telefonicznie wspiera mnie Dawid... Ale o tym za chwile...
Na miejsce dociera ekipa z Dynowa.
Jemy kolacje (ja moje ciastka, gorącą czekoladę)

14080006_1081498345268306_6690033968657405707_n
Przygotowuje plecak, sprawdzam czy wszystko mam.
Jeszcze jeden telefon i już gotowa jestem do snu.
Rano pobudki nie trzeba było.
Od 3:30 zaczyna się ruch.
Jeszcze dłuższą chwilę leżę, później idę przygotować sobie kisiel z dużą ilością cukru plus chałwa.
Gotowa i zadowolona dzwonie do mojego telefonicznego suporttu (Dawida) i z bananem na twarzy pytam:
To Ty już nie śpisz? :D :D
Dosłownie chwila rozmowy i czas na delikatną rozgrzewkę.
3... 2... 1...
Poszli...
No tak... Pobiegliśmy, ale zamiast w lewo to w prawo  :P

14053958_1081499231934884_1325027817921646102_n
Po 1 km nawracamy i biegniemy już dobrą trasą.
Pierwszy zbieg i coś czuję że nogi są ciężkie i zapomniały jak się zbiega...
Na podejściu znajduje czterolistna koniczynę :P
Niby szczęście, a tu na kolejnym zbiegu zamiast skręcić w prawo skręcamy w lewo...
Zawracam i po chwili jestem na dobrej trasie.
Zbieg rodem z Karkonoszy, czyli kamienie.
Jest ciężko i nie chce mi się biec. Chcę zejść... Mam dość...
Wiem jedno... To początek dla tego tak się czuję.
Mówię sobie poczekaj za chwile Ci przejdzie.
W trudnych sytuacjach mam dzwonić do Dawida... Ale przecież to początek i wiem, że dostanę taką opier... że od razu głupie pomysły mi wylecą z głowy.
Ostatni zbieg przed pkt na 21km i czuję ból w nodze... Tego się obawiałam...
Na pkt wpadam i szybko go opuszczam, jem pomarańcze, arbuza, kilka winogron do ręki i w drogę.

14087286_1216554565063836_1731740813_o14114525_1216554491730510_1595309411_o
W głowie siedzą mi słowa Łukasza „bo na pkt się nie siada”
Zaczyna się asfalt... Jest znośnie chociaż słońce zaczyna grzać coraz mocniej.
Kolejny pkt tym razem z samą wodą.

14074551_1216554435063849_1710223587_o14087369_1216554375063855_40574663_o14088895_1216554421730517_1313759663_n
Znowu asfalt... Zaczynam przeklinać... Biegniemy z Kasią...
Chyba dużo marudziłam bo nie odzywała się słowem...
Patrzę na tel... Brak zasięgu... Kur...
OK jest.
Dzwonie... Hmm w połowie pierwszego sygnału odbiera telefon.
Chwile rozmawiamy, informuję Dawida, że boli mnie noga...
„za szybko zaczęła boleć” no tak... Za szybko.
Pyta jeszcze czy idę sama i jaka jest sytuacja na trasie.
Szybko informuje go, że mam kilka osób przed sobą... Każe mi je ścigać...
Po chwili zasięg się urywa...
Zaczynam więc ścigać osoby przede mną...
Wyprzedzam dużo osób... Podbiegam prawie wszystkie wzniesienia.
Od momentu wejścia do Parku Magurskiego na leśne ścieżki odżyłam.
Dostaje eska od Bonku Skielc ;) jak idzie i który km bo nie ma wyników online.
Odpisuje krótko ale treściwie „chujo$& ale stabilnie 35km”
W zamian odpowiedź „ładnie ciśniesz”
Yhy...
Zaczyna się podejście...
Wchodzę spokojnie, krok za krokiem... Powoli... Mozolnie, ale bez przerwy pod górę.
Nie mogę się zatrzymać... To mi nic nie da.
Patrzę pod nogi, nie patrzę ile mi zostało...
Jestem na górze... Zaczyna się zbieg, jest miło... Ścieżka leśna
Łatwy zbieg, nie zbiegam szybko, ale wyprzedzam wszystkich....
Na kolejnym podejściu ścigam dwóch panów bo chce dowiedzieć się który to km...
Uciekają mi... Kur... Jest wypłaszczenie... Mam ich... Odwraca się,a to Łukasz...
Z Łukaszem poznałam się na UP50, tez tam debiutował.
Pisaliśmy chwile przed Ultramaratonem Magurskim i gdy dowiedział się, że startuje na długiej trasie napisał, albo taki ze mnie kozak albo taka mocna jestem. (do teraz nie wiem czy kozak czy mocna :P )
Gdy tylko mnie poznał od razu pyta czy się przypadkiem nie zgubiłam bo uciekłam mu na zbiegu, później już nawet mnie nie ścigał, a wyrosłam mu zza pleców.
Chwile rozmawiamy i biegnę dalej.
Jest stabilnie... Noga boli... Ale na to przygotowana byłam...
Żadnych większych problemów.
Jem żele kiedy czuje, że zaczyna brakować mi siły.
Docieram do asfaltu... Znowu...
Patrzę jest zasięg...
Dzwonie do mojego wspaniałego suporttu...
Informuje, że jestem 1km od pkt na 47km... słońce grzeje jak na pustyni.
Chwila rozmowy i jest nowa moc.
Docieram na pkt. Jem pomarańcze... Pytam czy jest cola...
Nie ma... Uzupełniam wodę... Informuje, że biegnę długą...
Dowiaduje się, że jestem zaledwie 39 osoba która wybrała długą...
Gotowa do wyjścia zauważam znajomych z Dynowa.
Pytam czy też idą na długą.
Ja wyruszam, a Oni jeszcze chwile zostają.
Humor ekstra. Strzelam sobie selfi i idę pod górkę...

14089350_1216580705061222_1258442802_n
Nawet asfalt mi nie przeszkadzał...
Idę, patrzę wstążki na drodze w bok... Więc skręcam...
Idę kawałek... Nie ma oznaczeń... Coś jest nie tak...
Decyduje się zawrócić.
Dzwonie do Sebastiana... Ciężko nam się dogadać, ale dochodzi do nas Pan który ma mapę...
Wszystko jasne, dzwoni również Seba i informuję, że asfaltem do granicy i wtedy w prawo...
40min w plecy... Kur....
Trudno... Trzeba cisnąć.
Docieram do lasu... Błoto, ale jest w końcu cień.
Gdy docieramy na łąki i do drogi szutrowej zaczyna się masakra...
Prosto... A nawet czasami z górki a przygrzewa strasznie...
Palce zaczynają mi puchnąc... To zły znak, staram się iść szybko... Czasami biegnę...
Krzysiek wspominał o tym odcinku... Ale też wspominał, że będzie dużo przejść przez rzekę...
Tylko gdzie ona jest? Gdy już w głowie pojawiają się bluzgi w jego kierunku jest rzeka...
Kolano do wody... Dłonie... Jest cudownie
I tak za każdym razem...
Wiedząc, że wchodząc butami do wody nabawię się odcisków. Mimo to robiłam to z dziką przyjemnością.
Kolejny pkt z wodą na 60km
I wtedy zaczęła się walka... Totalna załamka...
 Po prostu ściana... Mega ciężko...
Słońce grzeje, nie mam już mojej kochanej coli, nie mam zasięgu,wszystko mnie wkurw...
Same łąki i nic więcej... Sama z sobą...
Myślę dużo... Wmawiam sobie ze wszystko jest w głowie...
Ten moment musiał nadejść i kryzys musi przejść... Przypominam sobie słowa Dawida...
Niestety ze względu na dobre stosunki międzyludzkie ich nie przytoczę :D :D :D
Jest trochę lepiej... Zaczynam truchtać... Jest w końcu ścieżka w lesie i trochę cienia.
Za chwile łapie zasięg...
Dzwonie... I dostaje to co powinnam dostać...
Wsparcie w postaci zjebki :)
Jest pkt.
Wpadam i pierwsze pytanie...
Jest cola?
Jest!!!
Standardowo... Pomarańcza, winogron... Uzupełniam zapasy coli i w drogę.
Dostaje jeszcze SMS od Justyny!
Babo skąd Ty wiedziałaś, że tak potrzebuje tych słów?
Zaczyna się podejście...
Jest dobrze, idę szybkim krokiem, gdzie jest możliwość to podbiegam.
Gdy zaczyna się podejście pod Magurke już tak wesoło nie jest.
Idę spokojnym tempem, noga za noga... Skoro jest pod górę to i z góry powinno być...
Jestem na szczycie.
Próbuje dodzwonić się do Sebastiana, aby powiedział mi ile km jest z tej pieprzonej góry...
Nie odbiera... Dzwonię do Dawid... Sprawdzi i mi oddzwoni.
Zbiegam w dół... Spotykam turystę... Już blisko...
Jakieś niecałe 10km...
Za chwile dzwoni Dawid, mówi to samo.
Mam spory zapas... Lekko odpuszczam...
I to był błąd...
Wychodzę z lasu i widzę pkt z wodą...
O kur...
Coś jest nie halo... 2km do mety i woda?
Organizator spokojnym głosem informuje nas, że jeszcze 7km...

14060528_1216554475063845_2143010733_o
(później okazało się, że 8 było)
Kilka trudnych podejść plus jeden mega trudny zbieg...
No ja pierdziele.... 1:20h do końca limitu...
Dzwoni Dawid... Chyba krzyczę na niego, że wprowadził mnie w błąd... A przecież to nie jego wina...
Biegnę... Dostaje eski i wiem, że dam radę.
Dowiaduje się ze limit wydłużony o 20min...
Na ścieżkach robi się ciemno... Uważam żeby nie wywinąć orła...
Jest asfalt... Jeszcze tylko 500m
Dzwoni tel... Nie mam czasu na głupoty...
Tempo poniżej 5min
Doping ludzi daje dodatkowej mocy na ostatnich metrach.
Jest meta...
15:00:14

14045792_1081511921933615_4724027269054000709_n
Przyjęcie na mecie - NIESAMOWITE!!!
Dzwoni Dawid...
Jestem na mecie!

A teraz tak od siebie...
Nie pisałam, że bolało bo przecież ból to ściema ;)
Bieg uważam za mega udany... Biegłam na luzie czując wsparcie ludzi, którzy wierzyli we mnie czasami bardziej niż ja sama.
Organizacja!!!
To jest coś pięknego... Dla nich liczy się każdy zawodnik...
Nikt nie został pominięty...
Każdemu organizator gratulował osobiście, nawet tym co przybiegli po limicie.
Atmosfera cudowna...
Od nich powinny uczyć się wszyscy!!! a przynajmniej większość :)
Dla takich biegów chce się trenować i startować.
Po biegu ognisko, luźne rozmowy.

Garść suchych informacji:
Debiut na 92km wcześniej 52km na UP
Długa trasę ukończyło 38 zawodników z czego 6 kobiet (i ja też :D )
92km z przewyższeniami prawie 3tyś
Warunki - było dość gorąco :D

Ultra to coś pięknego i na pewno za rok wrócę.
Jestem mega szczęśliwa, że właśnie na ten bieg się zdecydowałam

A teraz podziękowania:
ŁUKASZ - dziękuję za cenne rady, pomoc w treningu i ogólnie za wszystko! Złoty chłopak z Ciebie
Krzysiek - dziękuję za zobrazowanie całej trasy, kilka słów które na zawsze zostaną w głowie i pomogą w dalszych biegach

Dziękuję Justynie i Michałowi za eski i wszystkich którzy trzymali za mnie kciuki i wspierali

Przepraszam wszystkich których zawiodłam i dopiełam swojego ;) wybaczcie ale nigdy się nie poddam.

Największe podziękowania dla Dawida... Dziękuję za przegadane godziny, wsparcie przed, na i po biegu... Suportt marzenie... Mimo, że nie mogłeś być osobiście na biegu... Przepraszam, że musiałeś znosić moje humory przed biegiem... I w trakcie biegu...

Bieganie jest fajne gdy cieszy...
Mnie cieszy niesamowicie ;) bo liczy się fan :D
Nowe plany już są...
Teraz tylko wyleczyć nogę i czeka mnie coś pięknego ;-)

Dziękuję wszystkim jeszcze raz!!!
PS. Jutro już coś potruchtam ;)

Kilka fotek z trasy dla was :D

14087335_1216554465063846_488650119_o14123566_1216554498397176_163635438_o14074422_1215533248499301_39835457_o14060093_1215533321832627_1247032719_o14060371_1215533381832621_830579903_o14060330_1215533375165955_1531666967_o14113908_1215533291832630_1218053576_o

 

 zdjęcia z profilu Ultramaraton Magurski, Kasi oraz moje ;)

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Ptasie R-Ewolucje] *.play-internet.pl

    Cóż ... Powiedziałem Ci tylko byś cyt."nie odp%#@dalała..." ty wiesz o co kaman. Odemnie support był cienki, brak zasięgu, słaba znajomość trasy. Sorry, ale wierzyłem w Twoją Moc! I co będę się rozpisywał ... Wygrałaś i to się liczy. Boję się tylko telefonów za granicy ... ;) ale ogarniemy!

© Amatorskie przygotowania pod ultra
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci