Menu

Amatorskie przygotowania pod ultra

Blog o moim bieganiu, przygotowaniach do biegu prawie ultra : tak abym nie musiała znajomych męczyć opowiadaniami, a Ci co chcą mogli poczytać :

Po drugiej stronie biegu

dorirun

Tej relacji miało nie być...
Ciężko zabrać się do pisania relacji z zawodów w których nie brało się udziału.
W sumie...to jednak uczestniczyłam w nich, ale po drugiej stronie.
Wolontariat to całkiem inne doświadczenie, inne nawet od pomocy w organizacji Pogorzanina...

Może od początku.
Pojawiła się możliwość pomocy przy ŁUT więc się zapisałam... Przespałam zapisy więc przynajmniej pomogę w małym procencie całości.

20161024_095612

Na miejscu zameldowałam się w piątek po południu.
Kilka prac, składanie flag, rozkładanie ławek i stołów.
Szybka kolacja i udaliśmy się do pensjonatu.
Niestety sen nie chciał nadejść, zasnęłam około 1 w nocy, po drugiej dołączył do nas kolega.
Tuż po 4 odbieram telefon.
Zmiana planów, jedziemy do Krosna... będę po was za 10min
Szybko pakujemy się i jesteśmy gotowe do drogi.
W Krośnie pomagam i około 11 wracamy do Komańczy.
Po przyjeździe jem śniadanie i pakuje się do samochodu na pkt kontrolny.
Deszcz słodko leje.
Na miejsce jedziemy polnymi drogami z dużą ilością błota :D
Super! Podobało się ;)
Na miejscu rozkładamy namiot i rozpalam ognisko.
Spisujemy nr osób, które przebiegają.
Po 18 dociera do nas kolejna zmiana. Więc pakujemy się i w drogę powrotną.
Zapomniała bym wspomnieć o nalewce ;) była wspaniała

Oj droga powrotną była wspaniała :D
Podróż po rzeczkach, mega bagnie na zawsze zostanie w mojej pamięci jako najlepsze wspomnienie po Łemko.

Po powrocie posiłek i czekam na mój transport do Iwonicza, skąd zamykam trasę do Puław.
Na miejscu melduję się coś po 20...
Siedzę w pokoju z biegaczami...dziwnie się czuję, tak jak by zabrano mi coś co kocham...
Rozmawiamy, są osoby,  które chwilę  odpoczywają i Ci co właśnie kończą swoją przygodę z 150km. 
Zastanawiam się jak ja bym sobie poradziła, jak bym się czuła.
Czas mija szybko. Zbliża się koniec limitu. Zaczynam się przygotować.
Ostatnie dziewczyny wybiegły o 00:30 z pkt ja nadal czekam na osobę zamykającą.
Z Iwonicza wyruszamy o 1:30 godzinę po ostatnim zawodniku.
Fajnie się biegnie, mimo długiej przerwy od biegania wbiegam na  wszystkie wzniesienia co jest sporym zaskoczeniem dla mnie.
Muszę przyznać, że nocą gdy na liściach pozostaje woda po deszczu, a temperatura zaczyna spadać, światło czołówki daje piękne widoki.
Po niespełna godzinie dobiegam do ostatnich zawodników i dalej idziemy razem.
W Rymanowie wymieniam baterie w czołówce i pędzimy dalej.
Po jakimś czasie docieramy do kładki drewnianej, która jest mega śliska.
Jednej dziewczynie bardzo słabo świeci czołówka... Wyprzedzam ją aby jej oświetlić drogę i w tym momencie pod prawą nogą załamuje się drewniany bal i moja noga ląduje pomiędzy dwoma innymi i nie chce wyjść...
Chwila walki z kładką i możemy iść dalej... Boli, ale przecież ból to ściema. 
;)
Pierwsza myśl to dobrze, że padło na mnie, a nie na żadną z dziewczyn lub innego zawodnika. 

Druga czy przeszkodzi mi ta wpadka w moim kolejnym starcie . . . 
W tym miejscu chciałabym bardzo przeprosić organizatorów za niszczenie kładki  podajcie wymiary, a odeślę jednego bala. ;) 
Po kilkunastu minutach docieramy do zejścia.
Emocje, które towarzyszą dziewczynom są mi dobrze znane.
Staram się je uspokoić i wspierać.
Docieramy na asfalt. Właśnie kończy się limit, a nam zostało jeszcze około 7km. 
Po drodze zgarniamy do naszej ekipy jeszcze Pana, który jest bardzo zmęczony. Idziemy spokojnie.
Szczerze mówiąc wtedy zauważyłam, że to prawda... Prawdziwe ultra zaczyna się po 100km
Na 115km widać było zmęczenie, wycieńczenie organizmu, gdzie 15km wcześniej rozmawiałam z tymi osobami pełnymi uśmiechu i siły do walki.
W Puławach zostajemy przywitani brawami.
Dasio i jego uśmiech daje wszystkim sił i energii. (dzięki za wszystko i skarpetki, żałuję że nie zostałam dłużej)
Czekamy na transport do Komańczy.
O godzinie 6 docieramy na metę.
Zmęczona, ale szczęśliwa.
Zbieramy się i ruszamy w drogę powrotną.
Jak to ja przyjechałam skręt i nadrobiłam jakieś 20-30km,  ale wschód słońca jaki tam zobaczyłam był czymś niesamowitym.

Było wspaniale i cieszę się, że choć trochę mogłam pomóc.

Teraz czekam na Piekło Czantorii 63km z przewyższeniami +/- 5000
Noga trochę obita, ale skoro nie odpadła to znak, że wszystko jest na dobrej drodze.

 

© Amatorskie przygotowania pod ultra
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci