Menu

Amatorskie przygotowania pod ultra

Blog o moim bieganiu, przygotowaniach do biegu prawie ultra : tak abym nie musiała znajomych męczyć opowiadaniami, a Ci co chcą mogli poczytać :

Tatry 30/09/2016-02/10/2016

dorirun

Od Magurki minęło już sporo czasu. 

Po ultranmaratonie doszłam dość szybko do siebie bo zaledwie 3 dni po mogłam wrócić do normalnych treningów. 

 

Dzisiejszy wpis będzie o wypadzie w Tatry. 

DSC_7452

Pomysł zrodził się tuz po Karkonoszach. Od słowa do słowa znalazłam przewodnika, który dobrowolnie się zgodził mnie tam zabrać... 

Tygodnie uciekały,  a wyjazd zbliżał się dużymi krokami. 

Otrzymałam rozpiskę wyposażenia obowiązkowego i powoli gromadziłam wszystko. 

Dwa dni przed wyjazdem zorientowałam się, że nie mam żeli. Szybki telefon do Tomka z Szafy Biegacza i już na drugi dzień miałam je u siebie. Na niego zawsze można liczyć. Tutaj ukłony dla Marcina za podrzucenie ich do mnie. 

W czwartek pakowanie, wyjazd zaplanowaliśmy na godzinę 24:00 

Jakimś cudem spakowałam się, bez pozostawienia czegokolwiek w domu. 

Podczas pakowania obrywa mi się... Po co Ci pepsi? Po co Ci te żele? My jak chodzimy w góry... 

Moje słowa brzmiały : jeszcze będziesz błagać o tą pepsi, żele i cukierki... 

Wyjechaliśmy punktualnie. Czułam się na tyle dobrze, że to ja prowadziłam, a Dawid mógł się chwilę przespać. Tuż przed Krakowem zmieniliśmy się i to On prowadził już do końca naszej podróży. 

Na miejsce dotarliśmy za szybko, więc korzystając z okazji położyłam się na niecałą godzinę spać. 

Pobudka, plecaki i w drogę po przygodę. 

Całą logistykę ogarniał Dawid. Wszystkie trasy, nocleg, parking. Ja miałam za zadanie go słuchać i nie paść jak mucha. 

Tak, właśnie to On odgrażał mi się, że mnie '' dojedzie '' w Tatrach... 

Czy mu się udało? Czytajcie dalej ;)  

Największy strach był przed wdrapaniem się z tym ogromnym plecakiem na górę... Nigdy nie chodziłam pod górę z tak dużym obciążeniem. 

Idziemy. Rozmawiamy. 

Dawid :

Jeśli będzie za szybko to powiedz, jak za wolno to też powiedz... Albo nie, jak za wolno to się nawet nie odzywaj 

Tłumaczy mi drogę. Teraz będzie płasko, później pod górę, wypłaszczenie, pod górę i w dół i jesteśmy na miejscu :D

14606361_1254329187953040_7999821266747958106_n

Wszystko ok... Ale skoro wypłaszczenie jest pod górę to chyba coś nie tak. 

Przez chwilę mamy z czego się pośmiać. 

Podziwiamy wschód i szybko docieramy na miejsce. 

DSC_7446

Szczerze mówiąc, to myślałam że będzie dużo gorzej wydrapać się do góry... A poszło całkiem znośnie. 

(nie było za wolno)  

Szybkie śniadanie, pakuje plecak, znowu nabija się z pepsi...  Pożyjemy zobaczymy. 

Podbiegamy kawałek... Idę w ciemno. Nie mam pojęcia co dla mnie przygotował. Ufam mu na tyle że nie dopytuje. 

Podczas rozmów przed wyjazdem pytał czy mam lęk  wysokości, czego się boję i ogólnie cały wywiad przeprowadził. 

Wspomniałam mu o moim lęku przed drabinami... Może dziwne, ale to tak naprawdę jedyna rzecz czego się boję :-)

Wychodzimy z schroniska, schodzimy do Murowańca... Sprawdza coś... Ok możemy iść...

On prowadzi, tzn biegnie... Dla mnie to sprint i to jeszcze pod górę!!! Pierwsza myśl...  Toś się babo wpakowała...

Na szczęście za chwile przechodzimy do marszu i idziemy... Ciężko złapać mi oddech... Nie lubię początku, zawsze staram się powoli zaczynać. Łyk pepsi i wszystko przechodzi. Podchodzimy pod Kasprowy, co chwile zatrzymujemy się, aby podziwiać widoki. Skręcamy w lewo.

DSC_7468

Jest w miarę płasko więc pobiegamy. Czuję się na tyle dobrze,  że każdą górkę jestem w stanie pokonać biegiem. Zbiegamy, podchodzimy pod górę. Jak na razie wszystko jest pięknie ;-) pogoda jak na zamówienie. 

DSC_7505

Zaczynają się łańcuch... 

Fajnie :-D zaczynam mieć przeczucie,  że dzisiaj bieganie się zakończyło i czas wstąpić na wyższy poziom. 

Dawid przekazuję mi instrukcje, jak powinnam iść, co robić, na co uważać. Ok.  Wszystko notuje w głowie i wykonuje jego polecenia. Docieramy na szczyt. Pytam czy chce pepsi...  No tak...  Za dobrze nie wyglądał. 

DSC_7520

Jego spostrzeżenie odnośnie tego,że ma ze sobą za mało wody jak najbardziej słuszne.

Na szczęście mam ze sobą 1,5l wody więc powinno nam wystarczyć.  Pytam czy coś jadł. Ja wyciągam swój pierwszy żel.  Idziemy praktycznie cały czas  więc wiem, że nie potrzebuje dużej ilości wody i jedzenia.  

I w tym momencie po raz pierwszy przyznaje mi rację. '' faktycznie pepsi może uratować życie''

Już miałam na końcu języka "bo my jak się wspinamy"

Idziemy. Teraz zejście w dół, całkiem niezła zabawa.  Pamiętam jednak,  że to nie moje zabawki i muszę uważać bardziej niż zwykle.  

DSC_7529

Za chwile kolejny postój.  Jemy cukierki,pijemy... Chwila rozmowy i dalej przed siebie.  Dawid pokazuje mi gdzie prowadzi nasza dzisiejsza dalsza część.

No pięknie! !!  Podoba mi się bardzo!!! 

Schodzimy w dół, praktycznie bez przerwy łańcuchy... Czasami zaczynają mnie irytować...  Docieramy do "maczugi"  fotki i dalej.

DSC_7573

 

Na prawdę jest pięknie i nic nie zapowiada katastrofy która za chwile miała nastąpić... 

Schodzimy w dół, przechodzimy półką i docieramy na płyty a tam...  Drabina w dół... 

DSC_7578

 Serio? Drabina? Drabina to przy wozie strażackim a nie w górach!!! 

Nie odzywam się słowem... 

Patrzyłam tylko na niego... Miałam ochotę zabić, ale pamiętałam, że sama nie dotrę do schroniska, a poza tym szkoda ;) 

Dawid prosi turystów,  aby nas przepuścili... No i co jeszcze sobie wymyślisz? Myślę sobie... 

Mam schodzić pierwsza... Ok. Tyle powiedziałam. 

Znalazłam się na tej przeklętej drabinie... 

Krok po kroku w dół... Serce waliło jak oszalałe... Nie byłam w stanie odezwać się słowem... 

Zeszłam... Moje nogi dotknęły ziemi... A moja słowa dość mocno zakomunikowały, że ktoś ma przewalone... 

Jeszcze przez chwilę krzyczę, jak mogłeś zabrać mnie na drabinę skoro wiesz że się tego panicznie boję... 

Ale ja zapomniałem... Przepraszam... 

 

Wchodzimy, zatrzymujemy się w połowie. Jem na pół z Dawidem żel, wciskam w niego bo widzę, że pierwszej świeżości nie jest, a doprowadzić musi mnie do końca trasy ;)  

Chwila odpoczynku i w drogę na szczyt. 

 

Docieram przed nim. Siadam i czekam. Jest i zguba :-D 

Informuje go, że chyba mam odcisk, ale to później załatwię. 

Nalega abym zrobiła ze stopą porządek teraz. 

Nie mam wyjścia. 

Ściągam buciora i naklejam plastry.  Nie ma tragedii... Odciski jak to odciski... Zbytnio nie bolą, ale mina D.   Bezcenna :-D

-Ciebie to nie boli? 

-nie... To mały odcisk... Jeszcze po tajskim został... 

-wygląda strasznie 

-e tam... To żaden ból, delikatnie czuje ze mam coś pod stopą, nic poza tym. 

Ruszamy w dalszą drogę. 

Docieramy pod Czarne Ściany.  Jest pięknie, wspinaczka do góry :P 

Na szczęście nie sprawia mi żadnego problemu. Łatwo mi się poruszać,  w głowie ciągle brzmią mi rady Dawida, które co chwile słyszę za plecami. Dla mnie jednak najważniejsze było, abym nie zrzuciła żadnego kamienia w dół...

DSC_7598

Docieramy do ostatniego granatu i schodzimy w dół.

DSC_7620

Brak zmęczenia i energia która mnie rozpierała była czymś wspaniałym po ciężkim dniu w górach.

14495324_1253796811339611_7010677517403331316_n 

Docieramy do schroniska, pijemy piwo i słyszę piękne słowa:

Nigdy więcej nie będę się śmiał z ultrasów, pepsi, żeli, cukierków oraz zapasu wody. 

Hyhyhy no cóż :D pozostawię to bez komentarza...

 

Dzień drugi.

Noc przespałam świetne. 

Rano wstałam, brak jakiegokolwiek zmęczenia lub zakwasów. 

14492545_1253796738006285_8551238746773025330_n

Młody oczywiście jeszcze spał... Hmmm... Może się zmęczył? :D

Wstaje i pierwsze pytanie:

-Boli Cię coś?

-Nie

-Zamilcz...

 

Ogarniamy się... Jemy śniadanie i w drogę po przygodę...

DSC_7671

Dowiaduję się, że dzisiaj będzie lajtowo, więcej biegania :)

Jak się rzekło tak i było.

Dużo fajnie technicznie zbiegów, sporo podbiegów ;)

Pogoda słoneczna , lecz dużo bardziej wietrzna ;)

Biegając, spacerując po szlakach spokojnie mogłam podziwiać piękne krajobrazy...

Poznałam wszystkie nazwy dolin, szczytów, ale niestety prawie nic nie zapamiętałam :D

Moje nogi były w zadowalającej dobrej formie. Bardzo mnie to ucieszyło :) zmęczenie minimalne, dało odczuć się na dłuższych zbiegach.

Po dotarciu do schroniska , kąpiel, obiad i piwko.

-muszę ściągnąć plaster z stopy... o popatrz :D odkleił się raz z odciskiem, noga jak nowa. Świetne są :D

-zamówić Ci wizytę u psychiatry???

O co mu chodziło ??? zastanawiam się do dziś ;) :P

Uciekamy spać. Rano ostatnie zwiedzanie i powrót do domu.

 

Dzień trzeci

Rano spokojnie i bardzo leniwie wyciągamy się z łóżek :)

Zaczynam się sama na siebie irytować, że nie czuję w ogóle zakwasów...

Jemy śniadanie.

Zgaduję się z dziewczynami na temat nadchodzącego ŁUT

Startują tam... Ja jestem tym razem po drugiej stronie jako wolontariusz.

Na pewno się spotkamy ;) jak się później okazuje-na mecie bo właśnie tam mam swój przydział.

Pakujemy plecaki...

Ruszamy na szlak.

Tym razem, krótki spacer nad Zielony Staw.

DSC_7769DSC_7768DSC_7755

Chwila dla oka i wracamy.

Bierzemy plecaki i schodzimy w dół do Kuźnic.

Żal się robi , że już musimy wracać...

14523014_1253796418006317_6988046465906723996_n

Wpadamy jeszcze na obiad do Zakopanego i w drogę powrotną...

 

Garść suchych informacji:

30 wrzesień od Murowańca przez Kasprowy Wierch do ostatniego Granatu - Orla Perć,zbieg do Stawu Gąsienicowego, zakończenie liczenia czasu w Schronisko PTTK Murowaniec- czas przejścia 9h. około 20km
1 października Betlejemka - Kasprowy Wierch - Kondracka Przełęcz - Kuźnice - Boczań - Betlejemka czas przejścia 6h. około 16km
2 października spacer na Zielony Staw

 

Wyjazd jak najbardziej udany ;)

Piękno gór oraz najlepszy przewodnik :) inaczej być nie mogło.

Na pewno kiedyś tam wrócę ;)

Dziękuję za wszystko :)

Odnośnie drabiny.... Nie skończyliśmy całej Orlej... Trzeba będzie to powtórzyć ;) a więc drabinę również ...

Trudno :D takie życie :)

A tak właśnie :D pozwólcie, że się pochwalę :P

14600753_1261747253877900_1048810220_o

 

 Link do pełnej fotorelacji: https://www.facebook.com/dcz333/media_set?set=a.1106741076039800&type=3&pnref=story

 

© Amatorskie przygotowania pod ultra
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci