Menu

Amatorskie przygotowania pod ultra

Blog o moim bieganiu, przygotowaniach do biegu prawie ultra : tak abym nie musiała znajomych męczyć opowiadaniami, a Ci co chcą mogli poczytać :

POZNAĆ SWOJE GRANICE

dorirun


Ciężko mi zacząć opisywać ten bieg. Wbrew pozorom nie traktuję go jako porażki. Mimo, że zeszłam z trasy jest to najwspanialsza przygoda biegowa jaką przeżyłam do tej pory.
Piątek,piąteczek,piątunio... Prosto z pracy obrałam kurs na Zwerzyniec.

20170519_152234

Niecałe 2h jazdy i byłam na miejscu. Po szybkim zakwaterowaniu się, wzięłam się jeszcze za dokończenie pracy, ponieważ za chwilę dotrzeć miała pozostała część ekipy.
Tak też się stało. Przywitaliśmy się i poszliśmy odebrać pakiety. Tam czekała na mnie niespodzianka... Dziewczyny z wolontariatu poinformowały mnie, że jestem jedyną kobietą na dystansie 140km. Szczerze to się nie ucieszyłam... wręcz przeciwnie.
Później wybraliśmy się z Sebą na pierożki i na odprawę.

 

20170519_190123
Organizator Sławek opowiedział każdą część trasy ze szczegółami, których i tak zbytnio nie pamiętałam... no może wątek o gargamelu wpadł mi w ucho ;)
Humory dopisywały. Wraz z Sebastianem i Michałem żartujemy ze wszystkiego co się tylko da.
Po odprawie powrót do schroniska, szybka kąpiel i do łóżka. Piszę jeszcze przez chwile, ale szybko ucinam rozmowę. Nie mam zbytnio ochoty rozmawiać. To ten czas w którym odcinam się od rzeczywistości. Próbuję zasnąć, jednak mimo, że śpię 3 pokoje dalej to słyszę każde słowo chłopaków. W końcu zasypiam, ale budzę się bo śnią mi się koszmary, sen na tyle realny, że chwilę po przebudzeniu nie wiedziałam czy to na pewno był sen. Za chwilę zasypiam znów. Budzę się gdy słońce zaczyna wschodzić. Cupdowny widok!!!

20170520_050033

O 5:00 wstaję, ubieram się. Sebek już kończy śniadanie, a ja? :D No cóż ;) każdy inaczej zaczyna dzień przed ultra.
Ustalamy, że o 5:40 ruszamy na start.
Po wyjściu z schroniska okazuje się, że jest już bardzo ciepło... W drodze na start zauważam panią, która również biegnie 140km. Poczułam ogromną ulgę. Znałam ją tylko z widzenia, weteranka biegów, w tym również ultra. Mówię o tym Sebkowi i wspominam, że chciałabym kiedyś mieć takie umiejętności i tak ogromne doświadczenie jak Ona.
Zanosimy swoje przepaki i ze sceny wyłapuje mnie Sławek i mówi, że witamy zwyciężczynię biegu... Jednak szybko wyprowadzam go z błędu i wskazuję na Hanie, że to ona wygra.
Dla mnie to ogromny zaszczyt i przyjemność, że mogłam osobiście ją poznać, porozmawiać i nawet przez chwilę pobiec.
Ustawiamy się na starcie.
Zaczynamy odliczanie 10...9...3...2...1... i poszli....
ale jak poszli!!! co najmniej jak by biegli dychę a nie ultra na 150km :P
A właśnie... Bo nie wspomniałam... W prezencie od organizatorów otrzymaliśmy 10km w pakiecie :P
A więc zaczął się bieg. Spokojnie, staram się kontrolować tempo, nie przesadzać na początku.
I tak biegnę bardzo powoli, aż docieram do 30km gdzie znajduje się punkt kontrolny.
Stop.... cofnijmy się jakieś 15km :P a więc jest gorąco... mimo że jest poranek czuję się jak na pustyni...w sumie piasek był, słońce było i nawet wody brakowało... no właśnie... kolejny raz do  bukłaka nalałam sobie za słodkie picie... czysta woda w softflash szybko się skończyła... Na szczęście jakaś dobra duszyczka wystawiła wodę na krześle z której bardzo ochoczo skorzystałam i tym sposobem dotarłam do pkt na 30km.
Na pkt szybko uzupełniłam wodę i cole więc w drogę.
To było najgorsze 20km w moim życiu... nie  potrafię tego wytłumaczyć... wkurzałam się na piasek, na to, że po łące muszę biec, że słońce świeci, że trawa się rusza... bez przerwy chciało mi się płakać. Co jakiś czas dzwonił Dawid... drażnił mnie nawet jego głos. Miałam wszystkiego dość, ale nawet przez sekundę nie przyszło mi do głowy aby zrezygnować, poddać się. W momencie w którym przebiegałam przez kamieniołom było na tyle źle, że łzy same leciały, a ja nie wiedziałam dlaczego. Znowu brakło mi czystej wody, teren był tak ukształtowany, że wydawało się bez przerwy delikatnie pod górę, a zero w dół.
Wspominałam już o piasku? nie? to tak... wszędzie piasek, który często był do kostek...
But mnie użarł i na pięcie miałam już odcisk. Tak się użalałam nad sobą i przypomniałam sobie jak Hania dała mi radę. Jak już będziesz miała już dość to nie zatrzymuj się tylko idź, idź powoli, nie zatrzymuj się.
Podziało ;)
Dreptałam sobie powoli, aż na 50km stwierdziłam że dzwonię do mistrza, a mistrz co? Nie odbiera...
Otrzymuję w zamian wiadomość, że oddzwoni jak wyjdzie z pracy... człowiek jak by umierał to nawet by się pożegnać nie dało :P
W międzyczasie dostaje esa od Justyny... Trafiła w punkt... właśnie głodem przymierałam, a ona pisze, że obiad je :) małpa jedna :P
Po kilkunastu minutach dzwoni Marek...
-No cześć, co już się chcesz poddać?
Ładne przywitanie.... :P
Rozmawiamy przez chwilę, a tekst który wypowiada wprawia mnie w humor i śmieję się jeszcze później z tego długo :D
-Ale tam jest bez sensu... bez przerwy płasko... no kur... to nawet relacji nie ma o czym napisać...no bo co napiszesz? biegniesz jest płasko... później biegniesz i znowu płasko :P
Ta rozmowa daje mi siłę i pcha mnie do kolejnego pkt na 60km gdzie staram się jakoś załagodzić stopy, tak aby dotrwać do przepaku na 86km.
Wyruszam w dalszą drogę, w międzyczasie jem jeszcze kabanosa. Dzwoni Dawid. Rozmawiamy dość długo, biegnę spokojnie, chociaż stopy są w opłakanym stanie.
Ten fragment nie sprawia mi trudności, no może poza tym, że stopy bolą.
Większość tego odcinak niestety muszę przejść, zatrzymuję się kilkakrotnie aby wysypać piasek z butów, co niestety wiąże się z podrażnieniem pięty... zaczyna zapadać zmrok, wyciągam czołówkę i nadal do przodu. Idę, wychodzę po schodkach do góry... i zaczynam biec, nie wiem dla czego, nie wiem po co... ale dobiegam do przepaku...  
W końcu mogę zmienić buty!!! obsługa na pkt jest ekspresowa, dostaję wszystko co tylko sobie zamarzę... no prawie wszystko... zabrakło rosołu :D
Staram się długo nie siedzieć, szybko ogarniam stopy, zakładam drugie buty, ciastko w rękę i w drogę.
Na początku idę, spokojnie. Po chwili gdy z chodnika skręcam w las zaczynam biec, biegnę dość szybko, nie robi mi zbytnio różnicy czy to pod górkę czy płasko. Dobiegam do 100km i ???
To może jeszcze wtrącę pozdrowienia dla Ali i  Magdy :D taki żarcik :D
Wszyscy mówią, że prawdziwe ultra zaczyna się po 100km i wiecie co???? mają rację :D
A wiec docieram do 100km i co robię? gubię się.... błądzę... masakra.... nosz kur!!! wyciągam mapę... niby dobrze, a jednak coś nie tak... decyzja, że dzwonię do organizatora, żeby powiedział gdzie mniej więcej... kolejna niespodzianka... brak zasięgu... nosz kur!!! to się dzieje na prawdę? Za chwilę na domiar wszystkiego zaczynają się kończyć baterie  w czołówce. Jest mi cholernie zimno... Na spokojnie ściągam plecak, wymieniam baterie, ubieram się, jeszcze raz ogarniam mapę. Wracam się jakieś 500m i widzę, że przegapiłam skręt. Wracam na właściwą trasę :) po chwili mam zasięg. Dzwonię do mistrza poinformować, że minęłam 100km i idę dalej. Nie wiem czy pamiętał, że dzwoniłam, ale skoro chciał to go obudziłam :D
Wychodzę pod górkę i zaczyna się zbieg... zaczynam spokojnie zbiegać.
Wahania temperatur są tak duże, że na zmianę albo się ubieram z kurtki albo rozbieram. Biegnę spokojnie, zadowolona z siebie, aż tu nagle prawa łydka zaczyna dawać o sobie znak. Szarpie, ciągnie...boli. Biegnę jeszcze chwilę i decyzja... owijam bandażem i ognia dalej.
Pomogło, czułam że boli ale na spokojnie dało się kontynuować.
Za chwilę dobiegam do drogi, teraz długie podejście, za chwilę skręt w las i zaczynam biec, chociaż noga zaczyna mi to uniemożliwiać. Dodatkowo chce mi się spać, ale wiem że to minie. Równo na 110km jestem zmuszona stanąć w miejscu... nie mam możliwości poruszenia się chociaż na krok. W plecaku mam jedną tabletkę przeciwbólowa... tylko jak się do niej dostać skoro chociaż najmniejszy ruch sprawia mi ogromny ból!!!
Ściągam plecak ze łzami w oczach i wiem że schodzę z trasy. To jest koniec. To jest moja granica bólu i wytrzymałości na ból.
Zażywam tabletkę, nadal stoję w miejscu i się nie mogę ruszyć. po 1h ból ustaje,zaczyna robić się jasno. Zaczynam zbiegać do ostatniego pkt. Doganiają mnie osoby zamykające trasę. Informuję ich, że kończę. Mamy jeszcze 8km do drogi asfaltowej. Szybko mija :) Tuż przed przejazdem kolejowym pytają mnie kolejny raz czy na pewno decyduję się zakończyć ten bieg. Z pewnością odpowiadam TAK . Po chwili spacerku zgarniają mnie z punktu w Szczebrzeszynie.
Docieram do Zwierzyńca, w dosłownie mgnieniu oka dostają ciepły bigos i przepak :) jak oni to robią?
Szybkie śniadanie :P i ruszam do schroniska, aby się przespać.
Dzwoni Dawid :) wie już o moim DNF, chce mnie pocieszać , a mi smutno nie jest :)
Gdy dotarłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i już tak usnęłam :D
Po około 1h obudziłam się. Ogarnęłam, że dostałam mnóstwo wiadomości na drugi nr...
W sumie dopiero we wtorek zadzwoniłam z przeprosinami, że nic nie odpisałam :) Przepraszam jeszcze raz Łukasz :D
Później prysznic. W międzyczasie gdy pakowałam wszystko do samochodu usłyszałam pewną rozmowę... Jako to Nicpoń na punkcie zjadł kilka porcji rosołu!!!! I zaczęło się :D
Ty cholero jedna!!! Gałganie :P Zjadłeś  mi rosół :D
oczywiście wszystko w żartach ;)
Później jeszcze doczekałam się posolonej herbaty i udaliśmy się na dekorację :D
Tam czekała mnie bardzo miła niespodzianka :D
Od Hani otrzymałam Konika, który był nagrodą za 1 miejsce :)

20170521_130402
Jest on dla mnie bardzo ważny i godnie zajmuje honorowe miejsce :)

Kilka słów podsumowania :)
Od początku biegu ustalone miałam, że nie pobiegnę na środkach przeciwbólowych, czego trzymałam się do końca
Decyzja o rezygnacji została podjęta w ostateczności i nie żałowałam i nadal jej nie żałuję nawet w jednej tysięcznej :)
Gdybym znalazła się w takiej samej sytuacji, również bym podjęła decyzję o zejściu z trasy.
Jestem zadowolona z biegu i z tego jak mój organizm się zachowywał, a mianowicie brak zmęczenia :D
Cieszę się, że mogłam poznać tyle wspaniałych osób.
Czy wrócę za rok? może ;)
Diagnoza: Naderwanie w stopniu znacznym mięśnia brzuchatego łydki

Na koniec chciała bym podziękować wszystkim tym którzy mnie wspierali przed, w trakcie i po biegu :* jesteście wspaniali :)
Justyna, Dawid, Michał, Marek, Łukasz Dziękuję !!!

 

 

© Amatorskie przygotowania pod ultra
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci